Wszędzie dookoła czyha pokusa goła – recenzja serialu Sex Education

Początkowa scena pierwszego epizodu Sex Educaction jest kluczowa – dwoje gołych nastolatków podczas namiętnego zbliżenia. Pewnie sporo rodziców i nauczycieli ze zgorszeniem wyłączy po niej Netflixa. A większa część nastolatków wciągnie się z wypiekami na twarzy. I o to chodziło twórcom – dają na przynętę “seks” i serwują w pakiecie “edukację”. Niekoniecznie seksualną.

Sex Education to brytyjski serial o nastolatkach, zrealizowany przez platformę Netflix. Właśnie wszedł na ekrany komputerów i telewizorów drugi sezon. W centrum narracji komediodramatu znajduje się Otis Milburn, szesnastoletni uczeń Moordale Secondary School, samozwańczy terapeuta seksualny i jego rówieśnicy radzący się w sprawach serca. Czy częściej – innych części ciała.

Momenty były?

Moordale to szkoła średnia w miasteczku zanurzonym gdzieś w anglosaskiej rzeczywistości. W zasadzie secondary school to raczej coś między kontynentalnym  gimnazjum, a liceum – uczą się tutaj nastolatki między 11 a 16 rokiem życia. Życie uczennic i uczniów poza nauką wypełniają relacje międzyludzkie. A od pewnego momentu – w coraz większym stopniu ich intymniejszy rodzaj. Mimo realizowanych szkolnych zajęć z wychowania do życia w rodzinie, codzienność życia erotycznego i miłosnego uczniów obfituje w problemy i wątpliwości. Z pomocą przychodzi rzeczony Otis Milburn, którego matka jest seksuolożką świadczącą porady dla dorosłych z problemami intymnymi. U matki chłopak podpatruje sposób prowadzenia terapii. Wiedzy szuka zarówno w jej bibliotece, jak i w Internecie. W uproszczeniu zatem Sex Education to zabawny film o małolacie udzielającym porad seksualnych swoim koleżankom i kolegom oraz o samym życiu seksualnym gdzieś na brytyjskiej prowincji. No właśnie – w uproszczeniu.

Mam już swoje lata i końcówkę PRL pamiętam jako nastolatek. Seks był wtedy totalnym tabu. Pornografia docierała do Polski na gazetowych “świerszczykach” i kasetach wideo ze zgniłego Zachodu. Edukacja seksualna nie istniała. Sprowadzała się do czytanych pod kołdrą książek Wisłockiej i  Starowicza. Mimo głoszonej wszem wobec postępowości “państwa robotników, chłopów i inteligencji pracującej” – kulturowo była to epoka mocno pruderyjna. I teraz wyobraźmy sobie (albo przypomnijmy), że nastolatek dorastający w takich klimatach dowiaduje się w 1989 o ogólnodostępnej premierze filmu “Porno”. Nic dziwnego, że publika waliła do kin drzwiami i oknami. I zderzała się z niełatwą w odbiorze twórczością Michała Kotereskiego. Nie pierwszy to nie nie ostatni przypadek, kiedy twórcy dzieła filmowego wykorzystywali wabik  “gołych dup”, żeby powiedzieć nam coś ważnego. Zresztą dzieła nie tylko filmowego, że wspomnę tutaj Gombrowicza.

Koniec bociana i kapusty

Zaryzykuję stwierdzenie, że podobnie wygląda sytuacja w przypadku serialu Sex Education, Tyle że nastolatki mamy już nieco inne. Wahadło wychyliło się w drugą stronę. Pornografia jest na wyciągnięcie ręki za sprawą swobodnego dostępu do Internetu. Także wśród nastolatków, a nawet dzieci. Jak wskazuje Instytut Psychologii PAN miał z nią styczmość więcej niż co czwarty chłopak i dziewczyna między  7, a 12 rokiem życia. Wśród nastolatków w wieku 11-18 lat odsetek ten zwiększa się do 43 proc. I to nie jest normalne, bo chociażby wpływa na kształtowanie się nierealnego postrzegania emocji międzyludzkich, także tych związanych z życiem intymnym.

Nie jest normalne, że nasze dzieciaki i uczniowie mają swobodny dostęp do pornografii. Za to normalne jest ich zainteresowanie seksem. Czy to w średniowieczu, czy w PRL, czy w drugiej dekadzie XXI wieku uruchamiają się hormony i zainteresowanie płciowością budzi się nieubłaganie. A potem rośnie, rośnie, rośnie. I nie da się już tej ciekawości zaspokajać bajkami dla maluchów typu  “skąd się biorą dzieci”. Albo ogólnikami dotyczącymi miłości małżeńskiej czy wypiskami z katechizmu. Chyba nie do końca zdają sobie z tego sprawę przeciwnicy edukacji seksualnej w szkołach. Zamiatanie tematu pod dywan już się nie sprawdza. Możliwe było w czasach “Porno” Koterskiego, a nie epoce “jeden klik do PornHuba”. Jeśli dorośli będą zamykali oczy na to, co rzeczywiście interesuje nastolatki – one i tak znajdą odpowiedź. Pewnie nie raz i nie dwa razy także głęboko wierzący, “przyzwoici” i “skromni” Niekoniecznie źródło i rodzaj odpowiedzi będzie taki, jakiej byśmy oczekiwali jako rodzice i nauczyciele.

Nic sprośnego

Z tego punktu widzenia Sex Education jest rzeczywiście opowieścią o tym, co może zainteresować nastolatki. Kiedy zacząć życie seksualne? Z kim powinien być ten pierwszy raz? Jak powinien się odbywać? Kiedy i jak powiedzieć “nie”? Najpowszechniejsze chyba zagadnienie “pacjentów” Otisa zawiera się w pytaniu: “czy jestem normalna, normalny”? Zmieniają się konteksty pytania. A to jakaś dziewczyna nie ma wcale ochoty na seks. A to jakiś chłopak ma ochotę cały czas. I pytania – “co zrobić, żeby było nam dobrze”.  Zatem gadanie, gadanie, gadanie, Rozmowy w szkole, po szkole, na imprezach. Jeśli jakiś widz nastawia się na “momenty” – będzie zawiedziony. W ciągu około 16 godzin dwóch sezonów sceny erotyczne zajmują w sunie może kilka, kilkanaście minut.

Ktoś może powiedzieć – takie problemy, to w polskich warunkach science fiction. Nasze dzieciaki są przyzwoite, myślą przede wszystkim o egzaminie ósmoklasisty i maturze. Nie myślą, ani nie rozmawiają o orgazmach i  orientacjach seksualnych. No i seks to tylko po ślubie. Można tak się łudzić. Jednak wiek inicjacji seksualnej w Polsce cały czas spada. W Polsce 69 proc. uczniów szkół ponadpodstawowych przyznaje, że ma już za sobą ”pierwszy raz”. Jeszcze nie tak dawno, w 2014 roku, po inicjacji seksualnej było wyraźnie mniej, bo 50 proc. uczniów szkół wówczas ponadgimnazjalnych. Już co dziesiąta nastolatka przyznaje się do rozpoczęcia współżycia przed 15 rokiem życia. Więc będę się upierać, że tematyka z terapii Otisa będzie coraz częściej aktualna w polskich liceach i technikach.

Czy jednak Sex Education to tylko komediodramat o erotycznych problemach nastolatków? No nie, Seks oczywiście jest ważny – to koło zamachowe fabuły i poniekąd wabik dla widzów, zwłaszcza nastoletnich. Sex Education mówi jednak znacznie więcej, zwłaszcza o emocjach. Porusza tematy wzajemnego zaufania, miłości, szukania własnej drogi, tożsamości, przyjaźni.

Czy nastolatki powinny TO oglądać?

Jeśli rodzic czy nauczyciel nastolatka zadaje pytanie, czy podopieczni powinni oglądać Sex Education, to pewnie jest głęboko nie w temacie. Spora część uczniów końcowych klas podstawówki i szkół średnich albo serial już zna, albo za chwilę obejrzy. Netflix ma w Polsce prawie 3 mln realnych użytkowników, a Sex Education jest jednym z hitów platformy. Zatem moim zdaniem powinien obejrzeć film każdy rodzic starszego nastolatka i każdy nauczyciel z liceum i technikum, który ma taką możliwość.

Nie będę ukrywać, że wielu konserwatywnie nastawionych rodziców nie będzie zachwyconych wydźwiękiem. Na przykład tolerancją, a nawet afirmacją relacji homoseksualnych czy biseksualnych. Nie ma potępienia dla autoerotyzmu, pojawia się temat “tabletki po” albo aborcji jako sensownego rozwiązania w niektórych sytuacjach. 

Innym widzom nie przypadną do gustu sceny ocierające się o dobry smak, jak dywagacje o lewatywie czy zaskoczenie Otisa przez matkę podczas masturbacji.

Z drugiej strony – wiele komedii dla nastolatków obfituje w żenujące żarty dla samej rozrywki. A pojawienie się “trudnych” tematów, gdzie dorosły ma inne zdanie niż twórca serialu? Czy to nie wspaniała okazja do szczerej rozmowy z synem, córką, uczniem? Bo szczere rozmawianie o problemach – to najlepsze rozwiązanie. Takie jest najmocniejsze przesłanie Sex Education.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry