Wielkanocne jaja edukacyjne albo dziennikarz dzwoni do MEN w Wielki Piątek

Pod koniec 2014 roku rozpętałem akcję “Dzwonimy do pani Minister Kluzik Rostkowskiej w Wigilię o godz. 13.00”. Mamy kolejną przerwę świąteczną, zatem chwyciłem za telefon i wybrałem numer sekretariatu Pani Minister… Sprawdziłem – jest w pracy, ale nie chce ze mną rozmawiać. Sytuacja prawna się nie zmieniła, faktyczna tym bardziej. Z kolei ministerialna polityka komunikacyjna wróciła na utarte tory. Jeśli ktoś mnie teraz zapyta o akcję “i co”? Jestem zmuszony do riposty niczym mało lotny czwartoklasista ”i jajco”. Ale spokojnie, może coś się jeszcze dobrego wykluje.

Dla uporządkowania i przypomnienia: na początku grudnia 2014 r. uruchomiłem akcję na Facebooku w odpowiedzi na politykę komunikacyjną Ministerstwa Edukacji Narodowej wobec nauczycieli i rodziców. Bezpośrednim impulsem było wystosowanie przez panią Minister Joannę Kluzik-Rostkowską listu do rodziców o wymowie “macie prawo, aby szkoły zajmowały się uczniami podczas przerwy świątecznej”.Uruchomiono też specjalną infolinię, gdzie można było zgłaszać uwagi w tej sprawie. Inicjatywa została odebrana przez pedagogów dość jednoznacznie jako namawianie do donosicielstwa.

W prześmiewczej akcji wzięło udział ponad 10 tys. osób, obszernie informowały o niej media nie tylko edukacyjne – ale i masowe Pani Minister zareagowała pozytywnie – zaproponowała czat na Facebooku,który cieszył się sporym zainteresowaniem. Pani Minister już w trakcie czatowania stwierdziła: “na pewno będą następne czaty! ten bardzo mi się podoba”. A podsumowując dyskusję napisała: “Szanowni Państwo! Dziękuję za tę godzinę i wszystkie pytania. Wiem, że w tym czasie udało mi się odpowiedzieć jedynie na część. Do reszty postaram się wrócić w najbliższym czasie:). Myślę, że to dobry pomysł, by w ten sposób rozmawiać o innych sprawach związanych z edukacją. Czekam na propozycje tematów. WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!”.

Podsumowaliśmy w portalu Edukacja.net akcję oraz toczącą się podczas niej dyskusję.Zaproponowaliśmy Pani Minister wywiad, podczas którego mogłaby odpowiedzieć na pytania, które najbardziej interesowały nauczycieli. Złożyliśmy sobie wszyscy wzajemnie życzenia i poszliśmy wyglądać pierwszej gwiazdki. Miałem nadzieję, że z w 2015 roku coś się zmieni nie tylko odnośnie opieki okołoświątecznej, ale i w dialogu MEN z nauczycielami. Myliłem się.

Pisanka z enigmą

Właśnie przykicał wielkanocny zajączek i problemy gwiazdkowe wykluły się ponownie i wymagają pilnego uregulowania. Minęły trzy miesiące, kiedy można byłoby sformułować pierwsze wnioski. Brakuje jednak danych do ich sformułowania. Nikt tak naprawdę nie wie, jaka jest skala zjawiska, któreb wywołało takm wielką grudniową burzę.

Ilu uczniów i rodziców było chętnych do skorzystania z opieki? Ilu faktycznie skorzystało? W które dni? W jakich szkołach? No i najważniejsze – ile to kosztowało? Gdzie miało to sens ekonomiczny, a gdzie wygenerowało stratę? Te pytania pomogłyby odpowiedzieć na pytanie, czy jest to duży problem, wymagający kolejnych działań, czy też “spin” nakręcony w interesie nielicznych, najbardziej roszczeniowych rodziców.

Pani Minister była o to pytana przez media i stwierdziła, że nie ma żadnego zestawienia zbiorczego. Zadanie domowe odrobiły po Wigilii media lokalne – na tyle, na ile były w stanie. Pytały wybrane szkoły, ilu rodziców skorzystało z nagłośnionej możliwości opieki szkolnej. Jak informowała TVP np. w Szkole Podstawowej nr 2 w Brzezinach między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem przyszło czterech uczniów na prawie 490. We innej – we Wrocławiu – na 600 dzieci na zajęcia opiekuńcze przyszło trzynaścioro. Były takie placówki w Polsce, gdzie przyszło kilkadziesiąt osób. I były takie, kiedy nie przyszedł nikt – mimo, że nauczyciele zjawili się w murach szkoły. Dlaczego się tam zjawili? Bo rodzice wcześniej deklarowali, że swoje dzieci przyprowadzą. Do Pani Minister dotarły głosy po Bożym Narodzeniu, że tak się działo. Jednak na ile było to zjawisko masowe? Tego też nie wiadomo.

Zatem przed obecną Wielkanocą jesteśmy w tym samym miejscu, co pod koniec 2014 roku. Gdzie był nadzór pedagogiczny, który mógłby przygotować odpowiednie zestawienia? A może one powstały, gdzieś leżą na półkach, tylko nikt ich nie analizuje? Myślę, że teoretycznie najbardziej zainteresowane odpowiedzią mogłyby być samorządy, które musiały zapłacić dodatkowy koszty eksploatacyjne. Ale oczywiście łatwiej jest narzekać, że wydatki na oświatę niszczą finanse gmin.

Pisanka z rozwiązaniami

Od samego początku zgadzałem się z Ministerstwem Edukacji Narodowej, że problem opieki nad dziećmi w czasie tzw. przerwy świątecznej realnie istnieje. I nawet, jeśli jest to kłopot nielicznych rodziców, to warto się nad nim pochylić.Wskazywałem wtedy, że piłeczka jest po stronie Ministerstwa, które jest władne ją uregulować stosownymi rozporządzeniami. I jednocześnie pokazywałem palcem, że już niedługo problem się powtórzy, bo rozporządzenie z września 2014 r. wyznaczało kolejne trzy dni wolne od zajęć dydaktycznych, które dla większości rodziców są dniami roboczymi.

Wielu nauczycieli zresztą zgadzało się podczas bożonarodzeniowej dyskusji, że przerwa świąteczna jest zbyt długa. Pojawiły się sugestie, aby po prostu organizować w tym czasie zajęcia dydaktyczne. Wtedy sytuacja jest jasna i w dodatku nie przepadają lekcje. Albo jasno wskazać, że są to dni wolne od pracy szkoły. Bo organizacja zajęć opiekuńczo-wychowawczych w takiej formie jak teraz – jest bez sensu.

Co można zrobić już teraz? To co jest potrzebne najbardziej – to jasne reguły. W przeciwnym wypadku będziemy mieli do czynienia w dalszym ciągu z partyzantką. Taką, jak niedawna próba jednej z poznańskich szkół przed przerwą Wielkanocną. Dyrekcja zażądała od rodziców zainteresowanych opieką, aby okazali zaświadczenie, że w tym dniu pracują. Czy szkoła miała do tego prawo? Oczywiście że nie i oburzenie rodziców było słuszne. Czy dyrekcja próbowała zachować się racjonalnie? Oczywiście, że tak, ale zabrakło narzędzi do zadbania o interes szkoły.

Pani Minister – nie wystarczą apele. Takie, jak Pani niedawne wezwanie o szacunek dla nauczycieli skierowane do rodziców, którzy najpierw mówią, że przyprowadzą dziecko, a potem się nie pojawią w szkole. To oczywiście bardzo cenne, że Pani wygłosiła taki apel. Czy będzie skuteczny? Mało prawdopodobne. Konieczne są konkretne regulacje odnośnie zmian w przerwach świątecznych. Dwie kwestie można załatwić jednym pociągnięciem ministerialnego długopisu. Trzecie wymagałoby zapewne regulacji ustawowej.

1. Racjonalniejszy rok szkolny. Ustalenie sensownego harmonogramu roku szkolnego 2015/16 – ograniczającego do minimum dni wolne od zajęć dydaktycznych. Można to zrobić w ramach ministerialnych kompetencji. Dzieci będą miały zapewnioną opiekę, a nauczyciele nie będą narzekać “nie jesteśmy od niańczenia, ale od uczenia”.

W tym roku Wigilia przypada w czwartek i śmiało lekcje mogłyby potrwać do środy 23 grudnia. Pomiędzy Bożym Narodzeniem i Sylwestrem trudno mi przypuścić, że ktokolwiek z rodziców przyśle dziecko od poniedziałku 28 grudnia do czwartku 31 grudnia. Tu warto rozważyć organizację zajęć opiekuńczych – jeśli będą chętni rodzice w danej szkole. Z kolei Nowy Rok przypada w piątek, a święto Trzech Króli w środę. Lekcje śmiało mogłyby odbywać się w poniedziałek i wtorek (4 i 5 stycznia) oraz w czwartek i piątek (7 i 8 stycznia).

Natomiast w okolicy świąt Wielkiej Nocy jestem skłonny jeszcze uwierzyć, że warto robić dla chętnych zajęcia opiekuńczo wychowawcze w Wielki Piątek. Nie widzę za to żadnego wytłumaczenia, dlaczego zajęcia dydaktyczne nie miałyby odbywać się w Wielki Czwartek oraz we wtorek poświąteczny.

2. Kryterium racjonalności ekonomicznej. Pani Minister moim zdaniem miała rację wskazując podczas Wigilijnego czatu, że to niemało, jeśli z opieki skorzystało 18 dzieci. Ale to tylko moje zdanie. Pewnie jakiś dyrektor uznałby, że nawet 30 to będzie mało, a dla innego pięcioro chętnych to będzie duża liczba. A co z sytuacją, kiedy szkoła pracuje np. dla jednego dziecka? Warto, czy nie warto?

Dlatego trzeba drogą rozporządzenia wprowadzić odgórne reguły, kiedy szkoła ma obowiązek zorganizować w pobliżu świąt zajęcia opiekuńczo-wychowawcze. Dla ilu dzieci szkoła powinna wtedy pracować, żeby miało to sens ekonomiczny. I pomyśleć o rodzaju “cyrografu” połączonego z konsekwencjami finansowymi dla rodzica, który zadeklaruje chęć opieki, a potem bez powodu i uprzedzenia z niej zrezygnuje.

Bo to nieprawda, że opieka okołoświąteczna nic nie kosztuje – bo nauczyciele przychodzą wtedy do pracy w ramach swoich obowiązków. Zawsze wiąże się to z określonymi kosztami eksploatacyjnymi – mniejszymi wiosną, większymi zimą. Nie wystarczy, że szkoła pozostaje wtedy na jałowym biegu ogrzewania. Trzeba uwzględnić koszty większego zużycia ciepła, ale także prądu czy gazu. Do pracy muszą przyjść też sprzątaczki, portier, czasem palacz. A właściwie nie muszą, bo mogą wziąć urlop. I co wtedy? Jeśli pracownicy obsługi nie są na etacie, to ich praca dodatkowo będzie kosztować.

3. Odszkodowanie za zwiększone koszty. W przypadku decyzji, że szkoła pracuje nawet w przypadku nieopłacalności ekonomicznej – trzeba wprowadzić mechanizmy rekompensaty finansowej za wygenerowane zwiększone koszty. Np. w postaci dotacji celowej z budżetu MEN dla organów prowadzących. Do tego jednak trzeba byłoby wypracować rozwiązanie ustawowe. MEN musiałby więc wykazać inicjatywę ustawodawczą oraz pozyskać dla niej większość sejmową, zatem to postulat mało realistyczny.

Pisanka z dialogiem

Nie ukrywam, że brałem za dobrą monetę wypowiedzi Pani Minister o chęci dialogu z nauczycielami i pozytywną ocenę bezpośredniego kontaktu. Jednak pytania na czacie, na które nie było czasu odpowiedzieć – nadal pozostają bez odpowiedzi. Czat okazał się efemerydą. Mimo zachęt i obietnic samej pani Minister podczas czatowania – od czasu Wigilii nie słychać zapowiedzi kolejnej tego typu rozmowy. Zadzwoniłem dzisiaj do Ministerstwa Edukacji Narodowej nie tylko żeby zapytać o obecność Pani Minister w pracy, ale po raz kolejny ponawiając prośbę o wywiad. W ciągu trzech miesięcy nie udało się znaleźć żadnego terminu na taką rozmowę. Mimo, że dialog z życzliwymi sobie dziennikarzami Pani Minister prowadzi dość regularnie. Dlatego wysiadujemy w portalu Edukacja.net projekt dużej dyskusji o potrzebnych zmianach w polskiej edukacji. Zaprosimy do niej Panią Minister, ale wykluje się nawet bez Jej udziału.

Sebastian Szczęsny

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry