Kto propaguje lub pochwala seks małoletnich?

Tak zwana “ustawa o zakazie edukacji seksualnej” to bubel prawny – jest powszechnie krytykowana przez prawników. Czy jednak jej zapisy naprawdę oznaczają walkę z edukacją seksualną w szkołach? A może to klasyczna kula w płot, bo jako żywo raczej nikt w szkołach czy przychodniach nie “propaguje”, ani nie “pochwala” seksu dzieci i niepełnoletniej młodzieży? No chyba, że zrównamy te działania rozszerzająco z “informowaniem” – wtedy pod paragraf podpadną też katecheci.

“Ustawa o zakazie edukacji seksualnej” to tak naprawdę ustawa o zmianie ustawy. A konkretnie artykułu 200b Kodeksu karnego, który zakazuje “propagowania” lub “pochwalania” czynu pedofilskiego. Taka osoba “podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2:.

Więcej „zakazów seksu”?

Inicjatywa „Stop pedofilii” chciałaby zmiany artykułu 200b KK i dopisania jeszcze trzech paragrafów:
§2. Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego.
§3. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w §2 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§4. Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Zatem poza “czynem pedofilskim” pojawiłby się w zakazie propagowania i pochwalania “obcowanie płciowe” i “inne czynności seksualnych” (czyli na przykład masturbacji, pettingu itp.). dotyczące małoletnich.

Mogłoby się wydawać, że “pedofilia” i seks z “małoletnimi” to to samo. Jednak – Kodeks cywilny w art. 10 stanowi wyraźnie, że to osoba poniżej 18. roku życia. Jeśli więc ktoś będzie zachęcał do współżycia osoby poniżej 18. roku życia, to będzie podlegać karze. Tymczasem w Polsce współżycie jest legalne powyżej 15 lat. Co więcej, kobieta, która kończy 16 lat, za zgodą sądu może wyjść za mąż – wyjaśnia na łamach Rzeczpospolitej jeden z prokuratorów.

Odchodzący Sejm skierował w głosowaniu do dalszych prac w komisji nowelizację i zajmie się nią nowo wybrany Sejm. Zwolennicy zapisów cieszą się, że już wkrótce ma szansę być uchwalone “ochrona dzieci przed seksualizacją”. Z kolei przeciwnicy protestują, że “projekt zakłada penalizację edukacji seksualnej”.

 Czym jest “propagowanie” i “pochwalanie” ?

Dlaczego ustawa rozróżnia “propagowanie” i “pochwalanie”? Zdrowy rozsądek każe zastanowić się, czym te działania są. Według Słownika Języka Polskiego „pochwalać” to uznawać za słuszne, dobre, właściwe. Z kolei “propagować” to upowszechniać jakieś poglądy, idee lub wiedzę.

No ale język potoczny to jedno, ale zapisy prawne to co innego. Jak wyjaśniał w 2010 r. na łamach serwisu prawnego Infor.pl adwokat Roland Szymczykiewicz w chwili wejścia w życie art, 200b: – Chodzi o to, że pochwalanie to pozytywne wypowiadanie się o pedofilii potencjalnie zachwalające ją jako pozytywne zjawisko, natomiast propagowanie to działanie wymierzone w kierunku bezpośrednio przekonania kogoś do uprawiania pedofilii (różnica ta wyraża się przykładowo w zestawieniu wypowiedzi A, który pochwala pedofilię mówiąc np. iż „13 letnie dziewczynki są dobrymi kochankami, one lubią seks” a zachowaniem A który propaguje pedofilię mówiąc, iż „jest to zdrowe, dobre, każdy powinien spróbować – nie bójcie się”.

Jeśl zatem przełożyć interpretację dotychczasowego zapisu na nowe propozycje ustawowe? Wtedy pochwalaniem” byłoby np. stwierdzenie “seks między szesnastoletnim chłopakiem a siedemnastolenią dziewczyną jest zjawiskiem pozytywnym”. A “propagowaniem” byłoby np. stwierdzenie skierowane do uczniów – “powinniście podejmować się współżycie seksualne jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności”

Zakaz seksedukacji?

– Chodzi o zapewnienie prawnej ochrony dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją – tłumaczą autorzy nowego zapisu, inicjatywa „Stop pedofilii”. Trzeba więc zadać podstawowe pytanie – czy ktokolwiek w Polsce pochwala albo promuje seks wśród dzieci i niepełnoletniej młodzieży? To znaczy, czy jakikolwiek seks-edukator
uznaje, że seks wśród dzieci i niepełnoletniej młodzieży jest czymś właściwym, słusznym, dobrym albo stara się, aby jako skala zwiększała zasięg? Albo czy przekonuje edukowanych “hej, uprawiajcie seks, zabawiajcie się ile tylko macie ochotę”?

Czy tego właśnie uczą seks-edukatorzy? Propagują i promują seks dzieci i młodzieży? Zajrzyjmy na przykład do materiałów Grupy Edukatorów Seksualny Ponron przy Federacji Na Recz Kobiet i Planowania Rodziny. Uznawanych przez przeciwników seks-edukacji za zło wcielone, piekło i szatani. Na przykład zerknijmy do broszur Pontonu “Jak dojrzeć i nie zwariować?” albo “Aktywizacja młodzieży w zakresie przeciwdziałania przemocy seksualnej i wiktymizacji”. Jakoś trudno znaleźć tam entuzjazm wobec wczesnego podejmowania życia seksualnego. Już bardziej refleksję “skoro coraz młodsze dziewczyny i chłopacy podejmują życie seksualne – co zrobić, aby miało to jak najmniejsze konsekwencje dla nich samych i dla otoczenia”.

A tymczasem sami przedstawiciele Pontonu uznali, że nadciąga “ustawa o zakazie edukacji seksualnej” i gorąco protestował przeciwko planom jej wprowadzenia. Na miejscu seks-edukatorów gorąco i publicznie poparłbym ustawę. “Tak, jesteśmy przeciwko pochwalaniu i promowaniu seksu wśród małoletnich. Dlatego właśnie ich edukujemy seksualnie”. Prawda, że brzmi sensownie? A potem zatrudniłbym prawników do batalii przed sądem – w batalii czym jest, a czym nie jest “propagowanie” i “promowanie”.

Inaczej pójdziemy w takie absurdy interpretacji rozszerzającej, jakie przytacza wspomniana już Rzeczpospolita. Czyli zagrożeniem karą nauczycielki biologii, która wyjaśniłaby uczniom liceum, na czym polega rozmnażanie płciowe i jak się zabezpieczyć przed niechcianą ciążą. Albo lekarza ginekologa, który zapisze 17-latce środki antykoncepcyjne. Dodałbym do tego jeszcze katechetę, który informuje, że w świetle Katechizmu Kościoła Katolickiego osoba masturbująca się może być w zasadzie bez winy moralnej (jest “zredukowana do minimum)” – jeśli stoją za tym nieedojrzałość uczuciowa, nabyte nawyki, stany lękowe lub inne czynniki psychiczne czy społeczne.

Nauczać czy wychowywać?

Cały problem z “seks-edukacją” wziął się z uznania, że przekazywanie wiedzy może kogoś skłonić do zmiany swojego zachowania. Czyli ucząc czym jest np. “masturbacja” albo “antykoncepcja farmakologiczna” skłonimy dzieci i młodzież do onanizmu czy łykania pigułek “dzień po”. Albo do uprawniania seksu z myślą – “w razie czego łyknę pigułkę”. Przecież to trochę tak, jakbyśmy uznali, że ucząc na historii o Marynie Mniszchównie i Dymitrze Samozwańcu skłonilibyśmy uczniów do wyprawy militarnej na Moskwę albo przynajmniej obicia Saszy z pobliskiej budowy. No tak to nie działa.

Inna rzecz, to funkcja wychowawcza szkoły. To znaczy przekazywanie uczniom “to jest dobre”, “to jest złe, “a to jest neutralne moralnie”. Na przykład seks przed ślubem albo “inne czynności seksualne” z rówieśnikiem z liceum/ Zwolennicy zakazu seks-edukacji są zdania, że nie powinna się ona odbywać bez zgody rodziców. A jeśli się odbywa – powinna być zgodna z ich światopoglądem. Zgadzam się. Ale przecież każdy rodzic zgadza się, albo nie zgadza na uczestnictwo w tzw. esk-edukacji. A poza “seksem” problem dotyczy np. wychowania patriotycznego, stosunku do Kościoła Katolickiego, relacji dorosły-dziecko. Tych obszarów, gdzie szkoła bez większego problemu i pytania rodziców “wychowuje” uczniów. Może więc najwyższy czas skończyć z “wychowywaniem” dzieci w szkole? Niech się szkoła skupi na nauczaniu, a nie na wychowywaniu. Także o nauczaniu o życiu seksualnym człowieka.

ZOBACZ „CZY SZKOŁA MA WYCHOWYWAĆ”

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry