Głupi nauczyciel z telewizji

Jak można pomylić średnicę z obwodem? Jak można pomylić się dodając w słupku? Jak można robić z siebie idiotę na wizji pytając retorycznie “czy z koleżanką jesteśmy parą”? Jak można mówić, że na stacji benzynowej jest benzyzna BEZosłowiowa i dlatego jest tam ten pierwiastek? Jak można odgrywać sadzenie roślin w ziemi przy pomocy pantomimy. Jak można? Wyjaśniam.

Mam taką przewagę nad większością nauczycieli krytykowanych w telewizji, że mam za sobą dziesiątki (jeśli nie setki) wystąpień przed kamerą w ciągu minionych 20 lat. Wypowiadałem się jako rzecznik prasowy w “setce” w sytuacjach kryzysowych. Robiłem wywiady na żywo i do montażu jako dziennikarz. Przygotowywałem vlogi. Robiłem prezentacje wideo w streamingu. Ba, udało mi się nawet pojawić na krześle obok Huberta Urbańskiego w Milionerach. I powiem tak – za każdym razem jest to stres. Za każdym razem można z siebie zrobić patentowanego idiotę (jak mi się zdarzyło w Milionerach). Nawet po 20 latach doświadczeń. I w wystąpieniach emitowanych od razu w eter lub do Internetu “nie ma bata” – poszłooooo. 

Jak powinno być?

Jednak w paśmie edukacyjnym w TVP “reguły gry” są nieco inne. To materiał emitowany po montażu. Z założenia powinien mieć scenariusz uwzględniający wykorzystanie pomocy dydaktycznych, elementów scenografii. Z założenia powinien mieć reżysera, który czuwa nad przebiegiem programu – na przykład w przypadku “skuchy” – zarządzić dubla (powtórkę sceny). Z  założenia (jako materiał edukacyjny) powinien mieć konsultanta naukowego, który wychwyci wszelkie błędy merytoryczne. Z założenia powinien zostać zmontowany w taki sposób, aby był atrakcyjny nie tylko w warstwie treści, ale i formy. A na samym początku warto byłoby, aby został przeprowadzony casting na prowadzących. Każdy, kto miał chociaż trochę do czynienia z rzemiosłem telewizyjnym – wie o czym mówię. Nie wymaga to żadnej “rocket science”. Po prostu przyłożenia się do swojej roboty. Nie ze strony nauczycieli prowadzących, ale ze strony telewizji. 

Gorzej, niż w PRL

Jestem człowiekiem lekko trąconym rydwanem czasu i mam to szczęście (lub nieszczęście), że pamiętam telewizję dwóch ostatnich dekad PRL. W tym cykl programów edukacyjnych ukazujących się w latach 1970–1990 jako Telewizyjne Technikum Rolnicze.

Widzowie mogli tam oglądać materiały edukacyjne związane z przedmiotami zawodowymi, takimi jak mechanizacja rolnictwa, uprawa roślin, hodowla zwierząt. Jednak dostępne były (jak byśmy dzisiaj powiedzieli) zajęcia e-learningowe z przedmiotów matematyka, biologia, chemia, fizyka, historia, język polski. Wystarczy obejrzeć fragmenty programu dostępne w Internecie, żeby zauważyć różnicę z obecnymi edu-materiałami TV z czasów pandemii. Prowadzący Karol Hercman jest przed kamerą swobodny, wie co i jak ma powiedzieć. Wykorzystuje akcesoria, przygotowane wcześniej plansze, Są nawet “efekty specjalne” – których poziom może budzić dzisiaj śmiech. Ale wtedy – efekt wow. Widać też “rękę” zespołu pracującego nad przygotowaniem lekcji i jej przygotowaniem do emisji. Można było? Można.

Partyzantka edukacyjna

Pytanie, co “nie pykło” tym razem? Czytając relacje osób zaangażowanych w projekt i oświadczenia TVP – można uznać, że “wszystko”. Materiał był przygotowany na chybcika, byleby coś przygotować. Była kasa – sponsor w postaci państwowego PGNiG. Była potrzeba chwili – wprowadzenie na “łapu-capu” przez MEN nauczania zdalnego. Były możliwości – wolne “moce przerobowe” w studio TV. Było zapotrzebowanie polityczne – pokazanie, że “Woronicza” zjada “dwa miliardy złotych” nie na Zenka Martyniuka, ale na “misję telewizji publicznej”. I poszłooooo.

Trzeba było jeszcze znaleźć kogoś, kto zje tę żabę. Czyli nauczycieli prowadzących, którzy w takich partyzanckich warunkach zgodzą się poprowadzić lekcję. Najlepiej takich bez doświadczenia w wystąpieniach wideo – nawet takich w social mediach. Bo osobie bez znajomości “kuchni realizacyjnej” mogło nie podpaść, że nie tak się przecież je nożem i widelcem. Z tego co czytamy – nawet w tej sytuacjo okazywało się, że przybyli na realizację pedagodzy zawinęli się na pięcie i wrócili do domów. Ktoś może zapytać – a dlaczego w takim razie wystąpiły pani Asia, koleżanka od pary Pani Asi, przyjaciółka bociana Bożydara i wszystkie inne prowadzące. Dlaczego pani od przyrody, widząc brak ziemi, roślinki nie odmówiła pokazywania na migi, jak się sadzi zieleń? Odpowiedź jest prosta. Zadziałał “Syndrom Bozowskiej”. Nasze współczesne “siłaczki” są pełne dobrych chęci. Przejmują się “oj biedni uczniowie. Są czułe na odwołanie się do ich poczucia odpowiedzialności. No i przyzwyczajone do wiecznych “braków” w szkole. Brak Internetu, brak multimediów, brak papieru do ksero, brak mydła w toaletach. A i tak “robią swoje” na lekcjach. Więc jakoś zaakceptowały braki sensownych pomocy dydaktycznych, brak scenariusza, brak doświadczenia i rzemiosła TV. Więc “Poszli nasi w bój bez broni — Hu, ha, krew gra, duch gra, hura ha! Matko Polsko żyj! Jezus Marya, bij!” Poszli i polegli. Bo nie mogło być inaczej.

Podwyżki dla nauczycieli?

To, co mnie najbardziej przeraża w tej sytuacji, to podejrzenie, że – być może – tak wyglądają lekcje pań nauczycielek w szkolnej sali. Że Pani Barbara od polskiego tłumaczy uczniom we Wrocance w gminie Miejsce Piastowe, że rozumienie poezji polega na tym, żeby zrozumieć co poeta miał na myśli. I że uczniowie nie lubią z pewnością poezji, bo ”jest mało zrozumiała”. I że wystarczy stanąć i wygłosić mini-wykład ex cathedra monotonnym albo sztucznie modulowanym głosem?

Chciałbym wierzyć, że to tylko stres i brak “żywego odbiorcy”. Że znając swoich piątoklasistów nauczycielka ma więcej rozumienia, czym jest polszczyzna, polska kultura i budzenie miłości do nich z większym uczuciem. A co, jeśli – wbrew moim nadziejom – takich nauczycieli jest znaaaacznie więcej? Co wtedy zrobić? Zwolnić? Jeśli tak – kogo przyjąć na ich miejsce? Przy “takich” zarobkach – kto będzie przychodził uczyć nasze dzieci?

Ktoś może żachnąć się – ach, roszczeniowi nauczyciele. Znowu o pensjach. I to teraz, kiedy tyle osób traci prace lub część zarobków. No żenada, naprawdę żenada. Jednak spójrzmy na to w perspektywie długoterminowej. Znowu zaczną się lekcje w szkołach (oby jak najszybciej). I znowu będzie, jak było wcześniej. W dodatku po ostatnich występach telewizyjnych reputacja nauczycieli jest (moim zdaniem) znacznie bardziej naruszona, niż po zeszłorocznych strajkach. Utrwala mit niekompetentnego, niedouczonego, czasami po proostu głupiego nauczyciela. Zyskać poparcie społeczne dla godnych pensji będzie znacznie trudniej.

Zwolennicy teorii spiskowych mogą nawet podejrzewać, że to wszystko celowo. Władze zemściły się za strajki, wrzucając prowadzących lekcje w TVP na głęboką wodę bez koła ratunkowego – ośmieszając nauczycieli. Ja jednak uważam, że to “tak wyszło”. Że jeśli szukamy głupich, niekompetentnych, niedouczonych – to szybciej znajdziemy ich na alei Szucha w Warszawie, niż we wszystkich Wrocankach świata.

Edukacja okiem nauczyciela

Lubisz swoją pracę w szkole, chcesz wykonywać ją dalej z pasją i zaangażowaniem? Szukasz ciekawych informacji o rozwiązaniach edukacyjnych z Polski i innych krajów? Chcesz budować wspólnotę szkolną z uczniami i nauczycielami? Wolisz model fińskiej szkoły od rozwiązań pruskich? Uważasz, że podmiotowość ucznia jest ważna? Stawiasz dobro dziecka i nastolatka, przygotowanie ich do życia ponad formalizm i trzymanie się bezsensownych reguł? Uważasz, że warto pomagać w wyborach ścieżek edukacyjnych, szkół średnich i studiów? Podaj poniżej kontakt do siebie, będziemy przysyłać Ci materiały, które przydadzą się w pracy nauczyciela.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry