Fundamentalne problemy polskiej edukacji i nauczycieli

Malejące wydatki państwa na edukację, niskie zarobki nauczycieli, problemy organizacyjne poszczególnych placówek – polski system oświaty przeżywa poważny kryzys i nikt już nie jest w stanie temu zaprzeczyć. Urzędnicy z Gmachu Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w Warszawie nie dostrzegają jednak własnych pomyłek i uchybień. Chyba nadszedł czas, żeby ich uświadomić…

Miłościwie nam panujący przy każdej, możliwej okazji podkreślają, że „dobro systemu oświaty jest ich najwyższym priorytetem”. Piękne słowa, ale niestety nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Badania pokazują bowiem, że państwa należące do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju wydają w ciągu roku na jednego ucznia około 9300 dolarów. Ile wydaje Polska? 6300 dolarów w skali roku. Gdy jednak podnoszą się głosy, że to zdecydowanie za mało, to resort finansów zaczyna odgrywać słynną rolę Czereśniaka w piekarni: „Tyle się należy. Pochwalony.” No cóż, polscy uczniowie nie mogą zatem liczyć na warunki, w jakich edukują się ich zachodnioeuropejscy rówieśnicy. Może przynajmniej nauczyciele mogą liczyć na wysokie zarobki?

  • stażysta 2265 zł
  • nauczyciel kontraktowy 2331 zł
  • nauczyciel mianowany 2647 zł
  • nauczyciel dyplomowany 3109 zł

Zawrotne sumy, prawda? Wiele osób twierdzi jednak, że pracując zaledwie kilkanaście godzin tygodniowo trudno liczyć na wyższe zarobki. Zostawmy jednak na chwilę czas pracy pedagogów i przyjrzyjmy się, jak wyglądają zarobki nauczycieli w innych państwach Europy.

Roczna pensja polskiego nauczyciela mianowanego wynosi natomiast 31 764 zł (7747 euro). Sytuację poprawiają dane z Rumunii i Bułgarii, gdzie nauczyciele zarabiają jeszcze mniej. Problem zaczyna się wtedy, gdy spojrzymy na pensję greckiego nauczyciela, która wynosi 95000 zł/rocznie. Przypominam, że Grecja jest bankrutem, a Polska zieloną wyspą na oceanie kryzysu ekonomicznego, z której nawet premier już uciekł do pracy na zachód, a reszta urzędników niechybnie podąży śladami słynnego Słońca Peru.

No cóż, okazuje się, że polscy nauczyciele nie zarabiają jednak tak dobrze, jak twierdzą przedstawiciele innych zawodów…

No, ale ich relatywnie niskie zarobki, porównując do realiów europejskich, są zapewne adekwatne do czasu pracy – wszak spędzają w szkołach kilkanaście godzin tygodniowo. Nikt jednak nie przejmuje się tym, że w domach muszą jeszcze przygotować się do lekcji, napisać scenariusze zajęć, opracować założenia wychowawczo-dydaktyczne i mnóstwo innych bzdur, które nie są nikomu potrzebne do szczęścia.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Instytut Badań Edukacyjnych, polski nauczyciel pracuje ponad 45 godzin tygodniowo. To więcej, niż przewiduje Kodeks pracy – mówił podczas październikowej konferencji prasowej w Katowicach przewodniczący Regionalnego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ Solidarność Lesław Ordon.

To są oczywiście szczegóły, którymi nikt się nie przejmuje, gdyż „praca w domu to czysta przyjemność i każdy by chętnie się zamienił z nauczycielami”.

Polskiego systemu edukacyjnego nie można zaliczyć do grona nowoczesnych i dobrze funkcjonujących. Niedofinansowanie placówek jest największym problemem, z którym kolejne rządy nic konkretnego nie potrafiły zrobić, a na horyzoncie nie dostrzegam genialnego reformatora. Minister Joanna Kluzik Rostkowska, swoim listem otwartym do rodziców, pokazała natomiast, że nie zna realiów funkcjonowania polskich szkół i obowiązków, jakimi obarczeni są nauczyciele. Czy to hańba?

Miłosz Szkudlarski

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry