Jaki powinien być strój szkolny. Albo: wszystkie uczennice to dziwki, a uczniowie to gwałciciele?

Minispódniczka, różowe paznokcie, czerwona pomadka, fioletowe włosy, dżinsy z dziurami, harcerskie spodenki, bluzka z dekoltem, bluza z kapturem, tiszert z płytą Metalliki Master of Puppets – za to wszystko w jednym z dobrych liceów w Poznaniu uczeń może być ukarany punktami karnymi. Władze szkoły określają “właściwy wygląd” i uznają, że “niewłaściwy” to brak kultury osobistej, szacunku dla nauczycieli oraz szkolnej instytucji. Serio?

Zaskoczenie – taka była moja pierwsza reakcja na dokument z zasadami stroju szkolnego obowiązującego w jednym z “jednocyfrowych” poznańskich liceów. Czy władze szkoły naprawdę uważają, że regulamin stroju “załatwia sprawę”, jeśli chodzi o pracę wychowawczą z uczniami? Przynajmniej związaną z szacunkiem do osób, nietykalnością osobistą, molestowaniem seksualnym, tolerancją wobec innych, rozwiązywaniem konfliktów? Czy przegapiły podczas studiów i szkoleń rozdziały o etapach rozwojowych i potrzebach nastolatków do wyrażania siebie poprzez wygląd? A może za bardzo napatrzyły się na archiwalne zdjęcia z PRL i stylonowe mundurki lub filmy z chińskiej szkoły? Nie wiem. Ale coś tutaj nie pasuje. Zwłaszcza, że tak konkretne zapisy wchodzą w kompetencje rodziców decydujących jak wychowywać swoje dzieci, w tym: w co powinny i mogą się ubrać. A w klasie licealnej – ingerujemy niekiedy w zachowania ludzi pełnoletnich.  Czytam i czytam zapisy regulaminowe i myślę sobie – co poszło nie tak na radzie pedagogicznej je zatwierdzającej.

Prawo jak guma do żucia

10 punktów zasad stroju szkolnego w owym LO odnosi się do szczegółowych instrukcji “jak powinno się wyglądać” i co jest zakazane. Jednak nawet jeśli przyjmiemy za dobrą monetę, że “uczeń ma się słuchać”, to wpadamy w czarną dziurę.  Zapisy pełne są pełne zapisów niejasnych, gdzie nauczyciel może ukarać uczniów według własnego widzimisię. Co to znaczy “schludny”? Jak rozumieć “estetyczny”, albo “adekwatny do miejsca pracy i nauki”? A może ktoś wyjaśni czym jest “dyskretny i stonowany”? Co znaczy “zgodne z uznanymi normami społecznymi”? Czy “ciasne” i “minimalnie” mają jakiś wzór w Sevres? Jeśli zapytamy szesnasto, siedemnasto i osiemnastolatka odpowiedź będzie inna, niż nauczyciela po 50-tce i 60-tce? Upraszczam? Jasne. Są różne nastolatki o różnych poglądach i systemach wartości i różni nauczyciele. I o to właśnie chodzi. Subiektywizm wymienionych  powyżej zapisów poraża. Tego chcemy uczyć licealistów? Że niejasność zapisów prawnych jest dobra, a władza (w tym przypadku pedagogiczna) decyduje, co jest przestępstwem, a co nie jest? Czy ktoś z władz liceum słyszał o tym, że prawo powinno być jasne i przejrzyste?

Burki mile widziane

Kolejny problem przejawiający się w zasadach stroju szkolnego to traktowanie dziewczyn jak wyuzdanych i prowokujących dziwek. A chłopaków, jak ociekających wydzielinami samców chcących zerwać i zdeptać wianek każdej koleżance z klasy, bezwolnie kierujących się porywami zmysłów. Bo jak rozumieć zakazy “przyzwoitego” ubioru, dotyczące nota bene głównie uczennic. Popatrzmy. “Spódnica, tunika, sukienka i krótkie spodnie u dziewcząt powinny zakrywać ¾ uda.” “Noszenie legginsów i obcisłych spodni możliwe jest tylko w zestawie z tuniką, swetrem, spódnicą lub krótkimi spodniami zakrywającymi ¾ uda.”  “Strój powinien zakrywać ramiona, brzuch, dekolt i plecy.”  “Bielizna powinna być zakryta i niewidoczna.”

O przepraszam, jest także jeden punkt dotyczący męskiej części uczniów ”Krótkie spodnie u chłopców powinny minimalnie sięgać kolan.” Sorry harcerze, w mundurze letnim w wersji “szort” do szkoły nie wejdziecie. I jeszcze strój galowy chłopców z obowiązkowym krawatem.

Ale, jak by nie patrzeć, większość uwag regulaminowych odnosi się do dziewczęcego wyglądu. Zatem szkoła ma pewną wizję kobiecości, jako naczynia grzechu. Znaną, a jakże. Aż chciałoby się przepisać z Koranu:  “powiedz wierzącym kobietom, żeby spuszczały skromnie swoje spojrzenia i strzegły swojej czystości; i żeby pokazywały jedynie te ozdoby, które są widoczne na zewnątrz; i żeby narzucały zasłony na obszar ich twarzy, szyi i dekoltu, i pokazywały swoje ozdoby jedynie swoim mężom lub ojcom, albo ojcom swoich mężów, albo swoim synom lub synom swoich mężów, albo swoim braciom, albo synom braci, lub synom swoich sióstr; lub ich żonom, lub tym, którymi zawładnęły ich prawice; albo swoim służącym spośród mężczyzn, którzy nie są owładnięci pożądaniem cielesnym; albo też chłopcom, którzy nie poznali nagości kobiet”.

Cóż, trudno zaprzeczyć, że nastolatki w wieku licealnym to często buzujące bomby hormonalne. Ale właśnie dlatego powinnyśmy uczyć je szacunku do samych siebie i osób odmiennej płci. Na lekcjach wychowawczych, wychowaniu do życia w rodzinie, katechezie. A przede wszystkim przykładem – jak nauczyciele szanują się nawzajem i podopiecznych. Ucząc, że “nie” w relacjach międzyludzkich znaczy “nie”. Dawać punkty ujemne (jeśli ktoś chce się trzymać behawiorystycznych metod) za niedwuznaczne uwagi o wyglądzie, a nie za wygląd. Inaczej zmuszeni jesteśmy uznać, że gwałcone i gwałceni sami sobie winni, bo “sprowokowali” gwałcicieli.

Szanujmy się

Coś jest nie tak w opisywanym regulaminie, począwszy od preambuły. “Właściwy wygląd jest wyrazem kultury osobistej, szacunku dla innych osób oraz instytucji i podlega ocenie zgodnie z punktowym systemem oceniania zachowania.” No, moim skromnym zdaniem, miarą szacunku dla innych jest tolerancja dla ich poglądów, zwłaszcza tych sprzecznych z naszym systemem wartości. Także tych, które uznajemy za głupie, niemoralne, bulwersujące, dziwne, wulgarne, ekscentryczne, ba – nawet prowokujące. Także poglądów wyrażanych wyglądem. Kultura osobista wymaga z kolei, żeby na widok kogoś wyglądającego inaczej nie ulegać prowokacji, nie wytykać palcami, nie wyśmiewać.

A władze LO chciałyby, żeby uczeń wmieszał się w tłum. Makijaż i biżuteria? Od biedy – w sensie “dopuszczalne”, pod warunkiem, że dyskretne i stonowane. Paznokcie, jeśli pomalowane to na” kolor neutralny, niewidoczny”.  Tatuaże i piercing? Pod ubraniem. Zakaz “eksponowania”.

Jaki w tym sens i cel? Może święty spokój, skoro strój nie ma generować “konfliktów związanych z subkulturami”. Nie rozumiem. Strój generuje konflikty? Bo ktoś się pokłóci na przerwie? Ale o co? O kolor butów albo włosów? I co to są subkultury? Fani Billie Eillish? Zwolennicy legalizacji gandzi? Depeszowcy, goci, skejci, emo, hipisi, rastamani, metalowcy, punki, skinheadzi, dresiarze, grunge’owcy, raperzy, graficiarze, poppersi? Oni wszyscy mają elementy ubioru, które nosi co druga młoda osoba na ulicy. Chociażby szerokie bluzy z kapturem. Jak odróżnić, co jest konfliktogenne. No odpowiedź jest prosta. Jeśli powstaje konflikt, to pewnie winna jest subkultura. Zawsze można jakąś wykreować w głowie pedagogów. I “ukarać winnych”, zamiast nauczyć się rozwiązywać konflikty na pokojowej ścieżce.

Tak serio, cały ten regulamin to jedno wielkie nieporozumienie. Mam tylko nadzieję, że jest dokumentem martwym. Bo tak naprawdę, jedynym obiektywnym, w pełni akceptowalnym i zgodnym z wychowaniem obywatelskim kryterium jest zdrowie uczniów. Grzywka na oczy? Może zepsuć się wzrok. Kolczyki koła na WF? Może się zerwać ucho. Z tego punktu widzenia tylko jeden punkt omawianego regulaminu nie budzi wątpliwości.“Niedopuszczalnym obuwiem letnim są klapki plażowe.” Bo uczeń może się przewrócić, wybiegając z ulgą ze szkoły po zakończonych lekcjach.

I jeszcze jedno. W czas pandemii mówimy wiele o “odbudowaniu relacji” po powrocie z edukacji zdalnej. Może jednak lepiej, aby nauczyciele wymienionego liceum odpuścili sobie te działania. Bo relacja oparta na zasadzie “ja nauczyciel zarządzam, jak uczniu masz wyglądać” jest dość toksyczna.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry