kids learning to shoot guns with dad at cabin in woods

Czy polska szkoła wychowuje morderców?

– Jak wychować własne dzieci, jak formować siebie, by w chwili próby nie iść z tłumem… – pisze Tomasz Terlikowski w felietonie dotyczącym rosyjskich zbrodni w Ukrainie. No właśnie, czy polska szkoła wychowuje obywateli  potrafiących powiedzieć “nie”?

Pewna bardzo dobra matematyczka przyznała ostatnio, że przynajmniej połowa materiału realizowanego na “matmie” jest mniej ważna od treści z WOS. Takie treści, jak sposób uchwalania ustawy w parlamencie. Zachwyciła mnie ta refleksja, bo stanowi kwintesencję podstawowego moim zdaniem pytania “po co jest szkoła?”. Czy po to, żebyśmy nawet po 50 pamiętali, że ekosystem to biocenoza plus biotop, „w pierwszej wszystkie są dodatnie, w drugiej tylko sinus, w trzeciej tangens i cotanges, a w czwartej cosinus”, a imiesłowy dzielą się na przymiotnikowe i przysłówkowe? Czy po to, żebyśmy przygotowywali dzieciaki “do życia”?

Ja osobiście nie mam wątpliwości, że większość przedmiotów lekcyjnych powinniśmy wyrzucić do kosza, a w ich miejsce uczyć “miękkich kompetencji” i takich umiejętności, jak fact checking (odróżnianie fake newsów od prawdziwych informacji) albo wyliczenie kumulacji rabatów “już piąty produkt gratis”). Drugą połowę przedmiotów powinniśmy przewartościować, obrócić na nice i wyciągnąć to, co jest najbardziej wartościowe z punktu widzenia “dobra ucznia” i “dobra wspólnego”. Czyli np. na historii maglować na tysiąc sposobów przyczyny i skutki wybuchu pierwszej wojny światowej, a nie uczyć się dat bitew nad Marną i Sommą.  Analizować związki przyczynowo-skutkowe, które są istotą myślenia historycznego, ale też przydają się przy decyzjach kredytowych albo przy urnie wyborczej.

Tyle, że szkoła to nie tylko funkcja dydaktyczna, ale i wychowawcza. Czyli coś, co było kwintesencją edukacji od czasów starożytnych Aten. Przecież celem paidei było ukształtowanie dorosłego człowieka kierującego się w życiu pięknem i dobrem. A nasza Komisja Edukacji Narodowej? Czyż nie było jej celem uformowanie takiego obywatela, „żeby i jemu było dobrze, i z nim było dobrze”? A kogo chcemy ulepić w polskiej szkole?

Pytam nie o ideały, bo one wyglądają bardzo chlubnie. Zapisane w statucie szkoły, błyszczą samymi szczytnymi hasłami. Ale tak w praktyce. Bo przecież “Verba docent, exempla trahunt” – słowa uczą, przykłady pociągają. To właśnie w ten sposób, by dorośli i nauczyciele  wychowujemy dzieci. I jeśli przyjrzymy się systemowi polskiej edukacji, to widzimy cały czas ciemny cień Bismarcka. Wiele regulaminów zachowania zdaje się mieć na celu glajszachtowanie młodego człowieka, uformowanie żołnierza karnie maszerującego w zwartej kolumnie i wykonującego polecenia dowódcy. Tfu… nauczyciela. Zajrzyjcie do nich. Za co można dostać punkty ujemne, a za co dodatnie? No właśnie… Gdzie jest tam miejsce, że uczeń ma prawo do powiedzenia “dowódcy” słowa “nie”? No tak, ale to wszystko rozwaliłoby dyscyplinę na lekcji. Zwłaszcza podczas lekcji prowadzonej w formie wykładu.

A są jeszcze założenia systemowe, zakładające, że wszyscy uczniowie są tacy sami. Pogrupowanie klas według roczników i przyjmowanie, że wszyscy w klasie powinni od września do czerwca zaliczyć całą porcję identycznego materiału. Niezależnie od indywidualnych predyspozycji i uzdolnień. Każdy ma siedzieć w ławce przez 45 minut, niezależnie od temperamentu i umiejętności skupienia uwagi. Indywidualizacja procesu nauczania? “W klasie liczącej 30 osób?” – zapytała retorycznie jedna ze znajomych licealnych nauczycielek.

A teraz przenieśmy się w czasie o 20 lat w przyszłość. Co się stanie, jeśli system w Polsce będzie coraz bardziej autorytarny, coraz bardziej hołdował totalitaryzmowi. Jeśli padnie rozkaz ataku na wroga za granicami, albo wskazanego przez rządzących w naszym kraju. Jak zachowają się obecni uczniowie podstawówek, liceów, techników?

Tomasz Terlikowski w swoim felietonie cytuje Zygmunta Baumana „Najbardziej przerażającą nowiną, jaką przyniosły nam Zagłada oraz to, czego dowiedzieliśmy się o jej sprawcach, nie była myśl o tym, że moglibyśmy się znaleźć na miejscu ofiar, ale świadomość tego, iż moglibyśmy znaleźć się na miejscu sprawców”. I dopowiada “Niestety nieliczni są w stanie przyswoić sobie tę prawdę. Ogromna większość uznaje, że inaczej niż Piotr, Judasz i dziewięciu apostołów sama stałaby po stronie bohaterów, że inaczej niż ogromna większość Niemców nie wspierałaby Holokaustu, ale miałaby w sobie odwagę choćby Dietricha Bonhoeffera. Nie inaczej myślimy o tych, którzy teraz popełniają zbrodnie – obrzydliwe – w Buczy czy Hostomelu”. 

Może więc powinniśmy zmienić coś w polskich szkołach, aby kształtować “cnoty obywatelskie”. Nie te związane ze ślepym posłuszeństwem wobec władzy. Ale te związane z odwagą powiedzenia “nie”. Nawet, jeśli zburzy to zaplanowany tok zajęć. Pomyślmy o tym już teraz, kiedy odezwie się dzwonek na kolejną lekcję. I pomyślmy przy kolejnych wyborach – jaką wizję polskiej edukacji proponują nam poszczególne partie polityczne. 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry