Polska edukacja za 50 lat

Nic się nie zmieni – taka jest najbardziej przerażająca przyszłość polskiej szkoły. Nadal będzie dominować model pruski z uczniami w ławkach, klasami, lekcjami, planami lekcji, programami nauczania, szkołami i nauczycielami z kredą. Najbardziej optymistyczna – wszystkie te elementy znikną z polskiej oświaty.

Prognozy futurologiczne to jeden z najbardziej niebezpiecznych fachów. Przypominają trochę rzucanie monetą. Jednak ten, kto odgadnie w porę nadchodzące trendy – wygra przyszłość, zyska przewagę konkurencyjną. Jak to może wyglądać w przypadku edukacji? Może wszystko zniknie i jak mawiał prorok Kononowicz – niczego nie będzie?

Znikną uczniowie

W klasycznym systemie pedagogicznym uczeń jest przedmiotem, nie podmiotem. Jest “nauczany”. Tymczasem coraz więcej badań wskazuje, że najlepiej, jeśli uczniowie uczą się od siebie wzajemnie (patrz – np. publikacje Logana Fiorelli i Richarda E.Mayera na łamach Contemporary Educational Psychology). Czyli wtedy, kiedy uczeń wchodzi w rolę nauczyciela. Każdy rodzic zresztą zna to zjawisko, kiedy dziecko ucząc się z rówieśnikiem łatwiej przyswaja wiedzę, niż ucząc się samodzielnie, z rodzicem czy wynosząc ją z lekcji. Pewnie więc w przyszłości przynajmniej część wiedzy i umiejętności szkolnych będzie nabywana na zasadzie uczenia jednych uczniów przez drugich.

Znikną klasy

Dziecko powinno pójść do szkoły jako pięciolatek, sześclolatek czy siedmiolatek? Tak, przeżywaliśmy wszyscy te dyskusje podczas akcji “ratujmy maluchy”. Jednak mało kto miał odwagę prychnąć – że przecież nie wiek decyduje o dojrzałości szkolnej dziecka. Także tej emocjonalnej. I tutaj mamy badania dotyczące większej efektywności przyswajania wiedzy wśród uczniów, którzy zostali przebadani pod tym względem (ciekawe są np. badania Aygena Çakmaka, Fatmy Elibol, Ezgi Akıncı Demirbaşa z tureckiego Kırıkkale University). Pogrupowanie uczniów według rocznika ma też swoje konsekwencje w dalszych etapach edukacji. Uczeń nie wskakuje “level wyżej” po nabyciu danej umiejętności lub przyswojeniu wiedzy. Po prostu ma za zadanie co roku wraz z rówieśnikami wskakiwać do klasy “programowo wyższej”. A jeśli z danego obszaru jest słabszy? Jest kopany w górę ze słabszą oceną, albo “siedzi” w dotychczasowej klasie. Pewnie więc w przyszłości zniknie zjawisko klas z jednego rocznika. Uczeń będzie mógł być z jakiegoś obszaru edukacji wyżej, a z innego niżej, niż większość jego rówieśników.

Znikną lekcje

“Dzwonek jest dla nauczyciela”, nie dla ucznia. To jedno z upiornych haseł, wygłaszanych przez “nauczycieli starej daty”. Tymczasem dzwonki szkolne nie powinny być ani dla nauczyciela, ani dla ucznia. 45 minutowe jednostki czasowe ułatwiają pracę wicedyrektorom szkoły, zwykle odpowiedzialnym za układanie planów lekcji. Jednak zapewne sama idea planu lekcji w przyszłości trafi do lamusa. Taka formuła sprawdzała się w społeczeństwach wielkoprzemysłowych. Pewnie w przyszłości zniknie, jako mało racjonalna i mało efektywna forma edukacji. Aktywność edukacyjna będzie realizowana w ramach projektów, tak zresztą jak realizowana jest duża część aktywności zawodowej dorosłych. W cenie będzie zarządzanie procesami, zwinne metody zarządzania, walka z prokrastynacją, planowanie działań, nastawianie na efekty.

Znikną programy nauczania

Jedną z podstawowych bolączek nauczycieli (zwłaszcza młodych), jest “czy zrealizuję podstawę programową do końca roku szkolnego”. Mądrzejsi nauczyciele patrzą w podstawę programową, a kiedy widzą w niej “bitwę pod Solferino” – pukają się w głowę i robią swoje. Samo istnienie minimum programowego wskazuje, że w obecnym systemie chcemy wszystkich uczniów wrzucić do jednej szufladki. Pokazuje też na tendencje centralistyczne, kiedy władze oświatowe chcą narzucić wszechobecnie panujący system. Różnorodność? Realizacja przez różnych nauczycieli różnych programów? Toż to chaos i anarchia! Zróżnicowanie zaczyna się dopiero po kilku latach nauki – na poziomie szkoły ponadpodstawowej. Odstępstwo od reguły możliwe jest w przypadku eksperymentu dydaktycznego, który z samego założenia obserwowany jest z dużą podejrzliwością. Pewnie w przyszłości zniknie sama idea podstawy programowej. Różni uczniowie będą nabywali bardzo różne umiejętności i wiedzę z różnych obszarów. I nikomu to nie będzie przeszkadzało, bo współczesny świat skazuje nas na wysoką specjalizację z jednej strony i elastyczność w dostosowaniu do zmiennej rzeczywistości – z drugiej strony.

Znikną szkoły

Skoszarowanie uczniów i nauczycieli w budynkach szkolnych to jeszcze jeden spadek po XIX-wiecznej szkole. To umożliwia większą kontrolę, a raczej daje pozór kontroli. Tymczasem co stoi na przeszkodzie, żeby uczyć się liczenia nie w klasie, ale w parku podczas zbierania kasztanków? Albo praw fizyki podczas spływu kajakowego? Tak, co mądrzejsi nauczyciele i dyrektorzy szkoły korzystają z tych “oczywistych oczywistości” w miarę możliwości. Właśnie – w miarę możliwości. Bo przecież wycieczka oznacza, że “przepadają lekcje”. I każdy ze współczesnych patrzy na na takie fanaberie krzywo – zwłaszcza rodzice. Pewnie w przyszłości zniknie przywiązanie do murów szkolnych. Zwłaszcza w ślad za rozwojem nowoczesnych technologii, w tym poszerzonej rzeczywistości.

Znikną nauczyciele

W przyszłości nie będzie Karty Nauczyciela. W przyszłości nie będzie studiów pedagogicznych ani specjalizacji nauczycielskich. W przyszłości nie będzie zawodu regulowanego “nauczyciel”. Ktoś może się oburzać, ale kształcenie do zawodu to w dużej mierze fikcja już teraz. Bo o jakości nauczania nie decyduje przecież iks lat spędzonych w uniwersyteckiej ławie. Zwłaszcza, że – przyzna to większość nauczycieli – uczelniane mądrości dość średnio przystają do realiów szkolnych. Mało tego, doświadczeni nauczyciele już po pierwszym kontakcie ze studentem-praktykantem danym pod opiekę wiedzą, czy “coś z niego będzie”. Predyspozycje do zawodu liczą się tutaj, jak w mało którym zawodzie. O tym więc, kto zostanie nauczycielem decydować będą dyrektorzy szkoły (szefowie programu edukacyjnego), a w dalszej kolejności rodzice. Ci sami, którzy teraz narzekają na to że “nauczyciele nic nie uczą” i bez zmrużenia okiem płacą studentce medycyny za korepetycje z matematyki. “Bo potrafi nauczyć”. Nauczycieli zastąpią też różnego rodzaju wideokursy i różne formy e-learningu, gdzie uczeń będzie kontaktować się z uczącym zdalnie. Oczywiście do czasu, aż żywych ludzi zastąpi sztuczna inteligencja.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry