Angielskie gadanie – czyli „reforma podręcznikowa”, a języki obce

Wielu nauczycieli języków obcych miało nadzieję, że na razie ominie ich tzw. reforma związana z “darmowym podręcznikiem”. Byli w błędzie. Wydawnictwa właśnie rozsyłają informację, że nie powinni liczyć na darmowy egzemplarz książki dla nauczyciela oraz podręcznika i ćwiczeń ucznia. O płytach i multimediach nie wspomnę. Edytorzy wskazują, że po pieniądze na pomoc dydaktyczną belfrowie powinni zgłosić się do gmin.

Ministerstwo Edukacji Narodowej jedną decyzją “zrobiło porządek” z wydawnictwami zajmującymi się książkami do nauczania zintegrowanego. “Nasz elementarz” w praktyce wycina z rynku prywatne podmioty. Nie ma formalnego zakazu kupowania z Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych serii “Tropicieli”, “Wesoła szkoła” albo z Nowej Ery “Już w szkole” czy “Elementarz XXI wieku”. Jednak jeśli popyt na boksy z tych serii drastycznie spadnie, to być może te co bogatsze gminy i rodzice w szkołach społecznych będą płacili za niego nie około 200-300 zł, ale ze 400 albo i 500 zł. Próbowałem przeanalizować kilka tygodni temu ten problem z różnych punktów widzenia, a na razie rozwój sytuacji żadnych obaw nie rozwiał.

Byłem jednak przekonany, że “reforma” szerokim łukiem ominie nauczycieli językowych. W końcu, co tam małe misie krajowego chowu. Ale zadrzeć z anglosaskimi grizlly? W końcu na rynku materiałów do nauczania języka angielskiego karty rozdają polskie oddziały zagranicznych koncernów. Oxford University Press to największe wydawnictwo uniwersyteckie na świecie. Macmillan Publishers nie z takimi kłopotami poradziło sobie od założenia w 1843 roku. Obecny niemiecki właściciel wydawnictwa, Georg von Holtzbrinck Publishing Group, wydaje m.in. magazyny Nature Pearson oraz Scientific American. PLC, z markami wydawniczymi Perason i Longman, to z kolei największe międzynarodowe wydawnictwo edukacyjne. Jest właścicielem 47% udziałów w największym na świecie wydawcy beletrystki Penguin Random House oraz połowy udziałów w biznesowym wydawnictwie the Economist Group. Podobnie wygląda sytuacja z niemieckimi wydawnictwami LektorKlett czy Hueber Verlag.

Z całym szacunkiem dla Pani Minister Kluzik-Rostkowskiej, pójście na jawną wojnę z tymi podmiotami, zapewne skończyłoby się interwencją prezydenta Baracka Obamy, kanclerz Angeli Merkel i premiera Davida Camerona. Oczyma duszy mojej widzę protesty w sprawie łamania reguł wolnej konkurencji na forum WTO i Parlamentu UE. I tym samym zyskały też polskie wydawnictwa sprzedające podręczniki do języka obcego, takie WSiP i Nowa Era.

Informacje płynące do nauczycieli mogły sugerować, że strategia rządowa wobec wydawnictw językowych przybrała kształt dość rozsądnego kompromisu. Od września wprawdzie rodzice nie będą płacili za podręczniki językowe, ale nikt nie wspominał o chorym pomyśle z jednym podręcznikiem rządowym. Same wydawnictwa zobowiązały się, że do 2015 roku przygotują takie wersje swoich zestawów (podręcznik + ćwiczenia), gdzie w podręczniku nie trzeba będzie pisać. Czy to ma sens to inna rzecz. Nie wiem czy lepiej, żeby uczniowie ćwiczyli 10 razy zadania z present perfect, czy w tym samym czasie przepisywali do zeszytu jedno zdanie z wykorzystaniem tego czasu. Już niestety tak jest z ćwiczeniami gramatycznymi, że liczba wykonanych na lekcji zadań ma znaczenie.

Jednak właśnie okazuje się, że ustawa wprowadzająca “reformę językową” miała zaszytą mała niespodziankę. Zakazała przekazywania przez wydawnictwa wszelkich materiałów dydaktycznych. W sumie nic dziwnego, skoro to wydawnictwa językowe przodowały w “wyścigu zbrojeń” na materiały dla nauczycieli. Były raczej regułą niż wyjątkiem takie podarunki na rzecz jak laptopy, rzutniki czy DVD. Przekazywane dla szkoły, ale w praktyce wykorzystywane przynajmniej w części osobiście przez nauczycieli językowych do codziennej pracy. Pewnie są nauczyciele, którzy poza przygotowaniem w domu sprawdzianu, zagrały na podobnym sprzęcie w Angry Birds czy obejrzały „Masz wiadomość” albo „Dziennik Bridget Jones”. Czy to naprawdę takie straszne, jeśli zyskiwała jakość lekcji przygotowywanych np. z wykorzystaniem tablic multimedialnych?

Moim zdaniem wraz z ustawą podręcznikową wylano dziecko z kąpielą. Co może przekazać wydawnictwo nauczycielowi językowemu? Nic. Trwa właśnie akcja e-maillingowa, uświadamiające nauczycielom “szanowni państwo, bardzo nam przykro – żadnych złudzeń”. To znaczy, że nie będą trafiały do szkół “flashcharty”, kolorowe mapy, układanki, filmy, płyty CD. Nauczyciel nie dostanie także do swojego użytku egzemplarza ćwiczeń i podręcznika ucznia. Jednak może zapomnieć także o tzw. podręczniku dla nauczyciela, czyli swego rodzaju przewodniku metodycznym po materiale, zawierającego m.in. klucze do zadań czy zadania dodatkowe do każdej lekcji w zależności od poziomu klasy – słabsze, trudniejsze, dla dyslektyków, liczniejsze, mniej liczne. Ktoś może powiedzieć “dobrze im tak obibokom, niech się trochę pomęczą” wpisując odpowiedzi do zadań albo układając czy wyszukując dodatkowe zadania. Jeśli ktoś tak uważa, to pragnę zauważyć, że takie materiały dostępne są na stronach internetowych wydawnictw. Czyli będzie tak, jak do tej pory – ale bardziej uciążliwie. To znaczy szkolne modemy będą hulały ściągając, a szkolne drukarki warczały drukując stosowne materiały. Kosztów przedsięwzięcia oczywiście do wyceny “akcja reforma” nie wliczono, bo są trudne do oszacowania.

Jest jeszcze inna ewentualność. Wydawnictwa jednocześnie skwapliwie informują, że zapewnienie nauczycielowi stosownych materiałów dydaktycznych jest ustawowym zadaniem organów założycielskich. Czytaj: w większości samorządów gminnych. Ile z nich z ciężkim sercem zakupi materiały dla nauczycieli, a ile rozłoży ręce pokazując puste kieszenie? Mam w tej kwestii tyle samo wiedzy, ile pedagodzy w kwestii zawartości kolejnych części “Naszego elementarza”. Jestem jednak bardzo ciekawy, jak po całej operacji “darmowy podręcznik” będzie wyglądało poparcie dla obecnych partii rządzących, w grupie wyborców “nauczyciele”.

Sebastian Szczęsny

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry